religia.pl
 
 
2015-03-24
Wiem, wiem - nie ma tu żadnej grafiki. Pusto. Cisza.
Czy czegoś jeszcze potrzeba?

Wierzący - ateista - nie wiem kim jestem
Chyba mogę tak napisać o sobie, gdyż do 2007 r. wydawało mi się, jestem bardzo wierzącym katolikiem. Prowadziłem dla dzieci i młodzieży obozy ewangelizacyjne, wydawałem ewangelizacyjne czasopisma, a nawet ukończyłem z wyróżnieniem studia teologiczne.

Ale odejście z kapłaństwa i z Kościoła Katolickiego ks. prof. Tomasza Węcławskiego i jego pisma spowodowały, że zacząłem wątpić. Czas ten jednak wypełniłem zgłębianiem literatury naukowej na temat Ewangelii pisarzy liberalnych, ateistycznych czy rzadko - katolickich. Szukałem i .... nie znalazłem.
Przestałem chodzić całymi latami do spowiedzi i do kościoła. Chyba odszedłem.
Na religia.pl pisałem przeróżne krytyczne teksty o Jezusie czy o Kościele, odrzucając Bóstwo Jezusa.

Chyba wróciłem do Kościoła w 2011 r. a wynikiem tego były 2 wydrzenia:
1. Jakoś dotarło do mnie po tych latach poszukiwań, że nie jestem w stanie poznać żadnej całościowej prawdy o Bogu czy też o świecie. W swoich poszukiwaniach dotarłem do granicy, w której poczułem jakbym stał na krańcu Wszechświata skąd już nie można do nikąd iść pozostając w granicach rozumu.
2. A być może to doprowadziło mnie do przekonania, że pomimo iż nie wierzę w Jezusa i Jego Bóstwo - powinienem jednak pójść do spowiedzi św., tak na siłę, kierując się intencją a nie swoim obecnym rozumem czy uczuciami. Po prostu doszedłem do wniosku, że mogę źle poznawać - zakwestionowałem możliwość właściwego poznania u siebie. Zdałem sobie sprawę, że moje myślenie może być błędne - wpadłem w konsternację. Pierwszy raz nie wiedziałem co robić dalej.

Poruszająca się postać przy moim łóżku
Kilka dni wcześniej postanowiłem, że pójdę do spowiedzi tak na siłę pomimo iż nie wierzę i nie czuję. W nocy przed dniem spowiedzi nad ranem - spojrzałem na zegarek - była godz. 3.00 - obudziłem się cały sparaliżowany. Widziałem obok śpiącą żonę i małe dziecko w swoim łóżeczku - mieszkam na III piętrze w bloku, przy którym świecą się lampy, a rolety są na noc odsunięte więc w pokoju jest dość widno.
Myślałem, że umieram, a przed moimi nogami stała wysoka czarna postać - bałem się, gdyż myślałem, że ktoś wdarł się do naszego mieszkania. To było takie silne poczucie, że widziałem kogoś żywego przed sobą - czwartą osobę w pokoju, czułem ją, normalnie jakby ktoś ubrał się na czarno i stanął w trój wymiarze w pokoju.

Pamiętam jak wówczas zacząłem się modlić i od razu zwróciłem się do Jezusa.
Zacząłem mówić w myślach: Idź precz, Szatanie. Kiedy tak zacząłem mówić:  owa osoba stopniowo wychodziła z pokoju przez drzwi pokoju - jeszcze czuję ciarki jak to piszę - i wyszła, a wówczas paraliż opuścił mnie.

Potem przez przynajmniej 2 lub 3 lata cały czas świeciłem światło w przedpokoju - bałem się w nocy chodzić po swoim mieszkaniu i spać w lekkim mroku pomimo świecących się lamp na zewnątrz bloku.

Żona zaś tej nocy miała sny, że ktoś ją ciągał za włosy po naszym mieszkaniu, z kim walczyła. Wstała i opowiedziała mi jak wielkie miała przeżycia tej nocy - i tylko tego czasu to się wydarzyło.


Panie spraw, abym przejrzał
I tego dnia poszedłem do spowiedzi jak postanowiłem kilka dni wcześniej.
Po spowiedzi jakby łuski opadły z mojej głowy, oczu, rozumu - odeszły wątpliwości o Jezusa.


A jak jest dziś 24 marca 2015 r.?
- Chodzę co niedzielę na Mszę św., chodzimy całą rodziną i dość często przystępuję do Komunii św.

Bardzo chciałbym, aby wiara Kościoła Katolickiego w 100% spełniła się i aby to było prawdą.

Czy zatem wątpię?
Jeśli kocham Jezusa to też ufam Jezusowi, ale w każdym oczekiwaniu nawet na ukochaną - zawsze pozostaje jakaś doza niepokoju.
Wówczas mówię Bogu - takim mnie stworzyłeś więc tak reaguję.
Tobie wolno się ukrywać przede mną a mi nawet nie wolno czuć niepokoju, że może Ciebie nie być? - nie jestem Bogiem, tylko człowiekiem, zrozum mnie.

Tak sobie tłumaczę - nie wiem czy dobrze, ale też mam jakieś argumenty na obronę swojej postawy.


Jaki jest sens życia ludzkiego?
Czasami myślę, że taki sam jak mojego chomika w klatce - aby żyć.
Malicki na którymś ze swoich koncertów powiedział, że życie jest po to, aby żyć - i to bardzo spodobało mi się.

Ja rozumiem, że są różne teorie sensu życia, ale za bardzo nie widzę nic sensownego poza tym, aby żyć - i tyle.


To, co mnie przeraża to zabójstwa
Nie chodzi o to, że chciałbym szukać czy propagować alternatywne środki, ale sam fakt, że aby żyć i przeżyć musimy zabijać inne stworzenia, które przecież nie chcą umierać, boją się śmierci, chcą żyć, mają swoje dzieci, które nieraz karmią, troszczą się o swoje rodziny.
Boję się swojego człowieczeństwa.
Generalnie takie jest życie - jeśli my darujemy niższym rozwojowo istotom życie i nie zjemy je to zabije je kto inny.
Niemniej ten fakt jest okrutny - muszę zabijać lub robić rynek na zabijanie, aby samemu żyć.

Idę spać. Czasami najlepiej dobrze się wyspać.


2015-03-25
Walka o byt trwa ciągle
Trochę ostatnio ucywilizowała się ta walka o byt, ale rzeczywiście ona trwa ciągle.
Głównie chodzi o to, aby zachować jak najwyższy stopień przetrwania i zachowania siebie czy też swojego potomstwa.

To przetrwanie z reguły zawsze jest kosztem kogoś.
Krótko mówiąc - prawie każdy człowiek realizując jakieś sprawy kieruje się swoim interesem i pozyskaniem jak największego dobra, które umożliwi mu lepsze przetrwanie.

przykład 1
jakiś czas temu czytałem na jakimś portalu finansowym , że ok. 80% światowego bogactwa jest w rękach ok. 475 osób (nie całe pięćset osób)

przykład 2
cała reklama skierowana jest, aby wydrzeć nam pieniądze. Często produkty zmieniają tylko szatę graficzną, pudełko, wygląd, a w istocie są podobne lub takie same. Ciągle mami się nas - od wielu lat - tymi samymi sloganami, że w końcu znaleźli jakieś cudowne panaceum na nasze potrzeby i przetrwanie, a tymczasem sami próbują zgromadzić jak największe zapasy na swojej przetrwanie

przykład 3
przyjrzyjcie sie pracy handlowców. Może nie wszyscy, ale za wszelką cenę wmówią nam, abyśmy kupili jakiś syf. Zresztą, wystarczy poczytać książki z marketingu czy reklamy, aby nabrać dystansu do wielu faktów, które nas dotykają.


Paradoks - ślepi czciciele barw słońca
Zauważcie - chyba w każdym społeczeństwie są ludzie z różnych klas np. klasa zamożnych, średnia klasa, wiążących koniec z końcem i biednych - i ludzi z tych ostatnich 2 klas jest przeważnie ok. 2/3 populacji.

Co ciekawe - to 2/3 populacji w wyborach do władz rządowych czy samorządowych przeważnie wybiera ludzi nie ze swojej klasy i takich, którzy są czy będą działać przeciwko nim samym, i tak przeważnie jest.

To jest po prostu walka o byt w swoim gatunku - ludzie bardziej inteligentni umieją tak wykorzystać dostępne im i zrozumiałe im środki nacisku czy manipulacji, aby inni zrobili to, na czym im zależy.

Jak ten mechanizm działa? - ludzie inteligentni gromadzą bogactwo, jednoczą się i działają razem przejmując za pieniądze mechanizmy nacisku - zaś biedniejsi nie będąc inteligentni są  podatni na nacisku z ich strony i jeszcze między sobą kłócą się. Od dawna znamy powiedzenie - dziel i rządź.

Dlatego też nikt nie żałuje się ludzi, którzy potracili swoje oszczędności lokując je w upadłych bankach czy w kredytach.

Nawet władza, która została przez biednych wybrana do ochrony także biednych żywiąc się za pieniądze biednych - nie poczuwa się odpowiedzialna do ich ochrony. To zwykle pasożytnictwo. Władza wybrana przez biednych pozostaje na usługach najzamożniejszych, bo za ich pieniądze zdobyła tę władzę czyli za ich pieniądze przekonała biednych, że od dziś będzie biednym lepiej i lepiej zabezpieczą swoje istnienie.

A najgorsze w tym, że właśnie biedni pomimo iż zostali wpuszczeni w maliny - wybaczają władzy każde posunięcie, bo władza za biednych pieniądze ładnie wygląda, ładnie uśmiecha się, ładnie wypowiada się.


Tak po prostu być musi i będzie, bez rewolucji
Rewolucje wśród ludzi nie mają sensu, gdyż na miejsce jednych Panów przyjdą drudzy - popatrzmy na Rosję czy Francję.
Przecież nawet rewolucję przeprowadzają ludzie inteligentni, a biedniejsi zawsze byli mięsem armatnim.
Popatrzmy też na czasy Solidarności w Polsce - inteligentni, którzy wygrali na plecach biednych - teraz mają pieniądze, a ci, którzy walczyli i byli tzw. masą - nadal są masą i ponoszą skutki zmian.


Kłamstwo bycia zamożnym czyli fałszywa droga do pieniędzy
Pewnie słuchacie czy czytacie jak wielu młodych osiągnęło sukces czyli rozwinęło firmę czy pozyskało wiele pieniędzy, że są milionerami. Pewnie słyszycie jak powszechnie się mówi, że każdy ma taką szansę.

Z pewnością - szansę ma, ale nie każdy ma możliwości.
Świadomie przedstawia się fałszywy obraz świata.
Co to za szansa, w której nie ma możliwości np. rolnik niemiecki może sprzedawać swoje przetworzone produkty innym, ale rolnik polski już nie może np. sok malinowy, a uzyskać pozwolenie wcale nie jest takie proste.

Nie mówi się o tym, że np. przed polską Naszą Klasą czy Facebookiem istniały już takie projekty, ale żaden z nich nie otrzymał ogromnej dotacji na rozwój, bo podobno Facebook już na start miał ok. 20 mld dolarów od zamożnej grupy przedsiębiorców.

Co jakiś czas obserwuję jak młodzi ludzie płacą za pozycjonowanie w Google i uruchamiają swój sklep internetowy. Płacą pieniądze i koniec, nawet zysku nie mają, ale powtarza się im, że jak ktoś nie próbuje to do niczego nie dojdzie.

Tak, to prawda - jakiemuś wyjątkowi się udaje, ale grupa bogatych skutecznie na tyle zabezpieczyła swoją sytuację, że prawie niemożliwe jest wejście do ich grona.

np. w Polsce jest mnóstwo firm, jesteśmy przedsiębiorczy -tak się wydaje, ale dlatego, że pracodawcy wolą jak pozakładamy swoje jednoosobowe firmy niż mają dawać nam urlop czy inne dobrodziejstwa wynikające z umowy o pracę.

A kiedy tak się daje szanse, ale nie daje możliwości - to w końcu organizm wyczerpuje się i dajemy sobie spokój, stajemy się już potulni i można z nami robić wszystko. Patrzymy z podziwem na tych, którzy za znajomości bądź za innych pieniądze pozyskali swoje - a my przecież możemy uważać się za nieudaczników i zwykłych roboli.


Sami też jesteśmy fałszywi do cna
Wzruszamy się innych losem, płaczemy, współczujemy, ale chodzimy w ciuchach, które wyprodukowały nam azjatyckie dzieci albo używam tabletów czy telefonów komórkowych przez nich złożonych.
Akurat jeśli możemy kupić taniej i fajniej to przymrużymy oczy niemal na wszystko, nawet księży to nie ruszy.

Spokojnie, jak my żerujemy na innych tak i wyżsi nam żerują na nas, ale zawsze to jest czyimś kosztem, bo u źródła ktoś musi za to zapłacić swoim życiem -piszę o ludziach.

Sam też mam takie ubrania i sprzęt, ale to mnie nie usprawiedliwa.


Nie mów głupiemu, że jest głupi - bo jest głupi
De Mello w jednej ze swoich książek przytacza takie opowiadanie: pewien facet będąc w restauracji zauważył, że inny człowiek ma banana w uchu. Chciał mu pomóc, podszedł do niego i mówi: ma pan banana w uchu.
- co? - odrzekł drugi.
- ma Pan banana w uchu - powtórzył
- proszę mówić głośniej, bo mam bananach w uchu - usłyszał odpowiedź.

Ludziom dobrze, że mają banana w uchu.

Albo w innym miejscu twierdzi, aby nie uczyć świni śpiewać, bo świnia się zdenerwuje i nas upokorzy.

To dosadne i mało pokorne mówić czy myśleć o innych, że są gorsi od nas, ale zapewniam - nawet ci, którzy są najmniej inteligentni - sądzą, że są bardziej inteligentni od tych, którzy nimi rzeczywiście są.
Już dziecko mając 3 lata próbuje przerobić rodziców- jemu się wydaje, że urabia rodziców, a rzeczywistość jest inna.

To sztuka - wmówić ludziom, że są mądrzy, tolerancyjni i niezależni tak, aby ci wykonywali nasze zalecenia, to sugestia. Odwraca się uwagę od jednej sprawy, koncentruję uwagę na czymś, aby zrealizować jakiś aspekt manipulacyjny.

Obserwuję wiele razy jak ludzie, którzy oglądają czy czytają tylko jedne media używają stwierdzeń tylko z tych mediów, ale zapierają się, że wszystko przemyśliwują i myślą samodzielnie.
To nazywa się głupota i raczej na to lekarstwa nie ma.


Oznaki głupoty
1. Pierwszą oznaką głupoty jest twierdzenie, że wszystko się wie i wszystko rozumie się albo że wszystko zrozumiało się.
2. Drugą oznaką głupoty jest upór i brak dystansu do swojej wiedzy i sądów.
3. Trzecią oznaką głupoty jest brak krytycyzmu czyli przyjmowanie wszystkie jak leci.
4. Czwartą oznaką głupoty jest twierdzenie, że myślimy samodzielnie i otoczenie nie ma na nas wpływu.
5. I wreszcie - piątą oznaką głupoty jest czytywanie plotek o życiu innych ludzi i fascynowanie się tym.


Jak wyrwać się z głupoty?
Nie wiem czy to jest możliwe, bo do przejrzenia swojej sytuacji już potrzebna jest mądrość, a mądrość jest brakiem głupoty.

Na pewno ludzie mądrzy od dzieciństwa odpowiednio kształtują swoje dzieci, aby nie wpadły w sidła głupoty czyli
- odpowiednie wychowanie w domu
- odpowiednia szkoła i wychowawca ceniący wyższe wartości
- prawdziwa wiedza czyli taka, która opisuje rzeczywistość, a nie tworzy fikcję rzeczywistości


Jaka jest prawdziwa wiedza?
To taka, która opisuje rzeczywistość czyli umie przekazać to, co wiemy, to czego nie wiemy i to, co jest względne w tym, co wiemy - a względne jest chyba wszystko np. nawet prawa przyrody są względne, gdyż dziś są i obowiązują, ale za chwilę mogą przestać obowiązywać - nie mamy gwarancji.
Prawdziwa wiedza dostrzega hipotezę, a nie traktuje hipotezy jako wiedzy.


Jacy ludzie są bogaci?
Bogactwo nie wynika z mądrości - jest wypadkową mądrości, głupoty i ryzyka czy też chciwości albo i jakiegoś genetycznego uwarunkowania bliżej nam nieznanego.

Olbrzymie majątki ludzie zdobywali na wojnie i po wojnie, i dla nich prowadzili wojny. Wielkie kraje prowadzą wojny tam, gdzie są surowce - wysyłają dzieci biednych ludzi jako żołnierzy, ci giną, a zamożni z danego kraju czerpią korzyści w imię wolności i prawdy.

Stosuje się także różnego rodzaju chwyty, aby pozyskać majątki np. łapówki w olbrzymich przetargach, przejęcia firm za ich roczny dochód na który bierze się pożyczkę w zaprzyjaźnionym banku lub po prostu w zmowie z bankiem wyprowadza się pieniądze.

Ponadto, łatwym kąskiem są firmy państwowe, gdzie nie tylko pensje sięgają miesięcznie olbrzymich kwot, ale także odprawy czy przyjmowanie usług od zaprzyjaźnionych firm.

Wielu ludzi otrzymuje majątki po rodzicach i już prowadzi biznes w czystych rękawiczkach prowadząc życie jako wielki darczyńca i bawiąc się dla dla biednych np. bale charytatywne.

Są też tacy, którym udaje się siłą wedrzeć do grona milionerów, którzy zbudowali firmę siłą rąk swoich.


Jak ogłupia się ludzi?

1. Jest bardzo prosty sposób ogłupiania ludzi
- to wyśmiewanie ludzi mądrych
- i ich poglądów.
To bardzo skuteczny środek i bardzo często dziś używany - bo jednocześnie daje się dostęp ludziom mądrym i ich niszczy czy też ich wypowiedzi.

Często też wmawia się ludziom biednym, że niemożliwa jest poprawa ich stanu w wyniku planu, który ktoś inny proponuje poza tymi, którzy tak przestrzegają.

2. Drugim skutecznym środkiem jest nagłaśnianie tych opinii, nieraz bardzo poważnych i pochodzących od ludzi z poważnym dorobkiem naukowym, bo skoro ktoś poważny i poważnie mówi - to znaczy, że ma rację.


Obrona

1. Powiedzmy dosadnie i wprost - jeśli codziennie będziemy siedzieć w gównie to będziemy śmierdzieć i staniemy się z czasem jak ono.
Trzeba po prostu zdobyć się na siłę w sobie i odłączyć się od prania mózgu.
Przez jakiś czas poczujemy dyskomfort, ale nie ma innego wyjścia
czyli
- nie oglądać i nie słuchać ogólnodostępnych stacji telewizyjnych i radiowych przekazujących informacje
- nie czytywać ogólnodostępnych portali internetowych

Dlaczego ogólnodostępnych? - gdyż nakierowane są na masowe prawnie mózgu.
Idealnie to poszukać płatnych serwisów informacyjnych - nie łudźmy się - za darmowe korzystanie płacimy przyjmowaniem malipulacji i praniem mózgu. Nikt za darmo nie będzie nam pomagał.

I co wtedy zauważymy?
- w płatnych serwisach informacyjnych poczujemy, że mamy zbyt mało wiadomości w porównaniu do ogólnodostępnych.
Dlaczego?
- to będzie początek odtruwania nas, gdyż ogólnodostępne działają na nasze emocje, w sposób podświadomy, pobudzają nas, straszą, zachwalają, budzą podziw, wymyślają, tworzą nowe - podczas gdy w rzeczywistości tak naprawdę nic albo bardzo mało się dzieje.

2. Obserwować siebie i swoje emocje - będziemy zachowywać się jak narkoman na odwyku. To ta sama droga.
Musimy zacząć myśleć, mieć czas na myślenie, rozważać - może jakaś medytacja, wyciszenie, spokój, nawet codzienny rachunek sumienia.
Starajmy się przestać denerwować sprawami politycznymi, zachowaniem ludzi - zacznijmy nabierać dystansu i je rozumieć skąd pochodzą, ale niekoniecznie akceptować.

Co robi manipulacja wystarczy zobaczyć na to, co dzieje się w Rosji - ponad 80% poparcia dla P. Putina - ludzie są biedni, ale popierają człowieka, który przyczynił się do śmierci tysięcy ludzi na Krymie, wywołuje wojny - w imię czucia się silnym i ważnym.
Ale uprzedzam - my nie mniej jesteśmy zmanipulowani teraz tylko że innymi treściami jako to na którymś portalu właściciel Fakro nazwał, że stajemy się powoli półkololnią.


2015-04-01
Jeszcze wrócę do obrony przed manipulację - to świadomość tego, co się w danej chwili dzieje czyli że możemy być poddawani manipulacji, świadomość naszych reakcji, uzależnień, podatności na wpływy otoczenia itd.

Świadomość pomaga kontrolować sytuację i a nie być kontrolowanym przez nią.


Przełom w dziejach?
Zastanawiałem się przez chwilę czy to Ewangelia wprowadziła zasadniczy przełom w świecie czy też człowiek ma wpisany ten przełom - chodzi mi o bezgraniczną miłość bliźniego.
Należy zaznaczyć, że Ewangelia na pewno mocno podkreśliła i jakby usystematyzowała tę doskonałą miłość człowieka - może tak dobitnie powiedzieć, ale wiemy, że i niewierzący kochają i kochali przed Ewangelią.
Niemniej od czasów Jezusa miłość staje się usystematyzowanym pojęciem, ukonkretnionym i upraktycznionym, a następnie konstytuuje się w Kościele.

Podobno Mahatma Gandhi mawiał, że chętnie zostałby chrześcijaninem gdyby chrześcijanie żyli tak, jak to opisane jest w Ewangelii.
Nie ujmując mu z jego wielkości - Mahatma Gandhi trochę źle pojął Ewangelię, gdyż jej wartość i wielkość nie przejawia się w tym, że chrześcijanie wg niej żyją, co jednak byłoby wskazane, ale jest ona jakby punktem, do którego wszyscy winniśmy dążyć - to jakby latarnia morska, a samo bycie chrześcijaninem nie pozbawia nas grzechów czy wad albo błędów.

A jednak przełom?
Cokolwiek nie powiedzielibyśmy o Jezusie - tzn. uznawali Go za Boga lub nie, w czasie Jego życia na ziemi - miłość została ukonkretniona czli
- Bóg kocha nas więc i my winniśmy odpowiedzieć miłością na miłość
- a wyrazem tego będzie także wzajemna miłość pomiędzy ludźmi
- i dodajmy - jest to miłość - może tak napisać - heroiczna, dogłębna, czysta, sięgająca dna serca

I czy nie każdy z nas chciałby być kochany taką bezinteresowną miłością?

Zauważmy - Jezus to  konkretna osoba, która żyła i chodziła po ziemi. Nawet jeśli nie uznamy Jego Bóstwa - nadal On pozostaje konkretem i punktem odniesienia i w ramach ludzi może konkurować do miana największego ideału i punktu odniesienia naszego życia.

Jako ludzie zawsze kierujemy się jakimiś wzorami, a nawet cywilizacja i społeczeństwo postępuje wg pewnych wzorów, zaś pewne wartości są nam wspólne jako ludziom - co nazywa się wartościami uniwersalnymi - a skoro one są to przeszłości mają jakiś swój punkt powstania czy też ukonkretnienia.

Dlatego myślę, że Jezus jest tym przełomem - miłość wchodzi w życie ludzi i świata i domaga się miłości wobec ludzi i wobec świata.

Skoro panują prawa puszczy - doskonała miłość - chociaż miłość zawsze jest doskonała, bo nie byłaby miłością - porządkuje świat.


Bezradność wobec cierpienia
Nie wiem dlaczego jest zło na świecie i dlaczego cierpimy.
Ewangelia mówi, że Bóg Jezus także cierpiał, płakał np. przy grobie Łazarza, denerwował się wypędzając handlarzy z terenu Świątyni, a nawet umarł.

Mało mnie przekonuje, że wolność człowieka musi dopuszczać cierpienie i zło, bo człowiek nie byłby wolny - wiele kataklizmów jest bez udziału człowieka i bez jego wpływu.

Cierpimy z powodów przez nas zasłużonych np. wojn, choroby i niezasłużonych np. trzęsienia ziemi, powodzie czy kosmiczne zdarzenia.


Wolność człowieka czyli słoń w klatce
Myślę, że powiedzenie, że człowiek jest wolny to przesada, gdyż tak w swoim człowieczeństwie uzależnieni jesteśmy od wielu czynników i te czynniki nami rządzą albo odpowiednio formatują nasze życie.

Jakie?
- musimy w ogóle jeść
- musimy zdrowo się odżywiać, gdyż grożą ma choroby
- ograniczeni jesteśmy do kilku zmysłów np. wzrok, smak, słuch, węch itd - ale nie wiadomo, a nawet wiadomo, że mogą być inne.
- jesteśmy tak skonstruowani, że można nami manipulować i wcale to nie musi wypływać z naszej złej woli, że jesteśmy podatni na to
- poddawani jesteśmy prawo ochrony gatunku i popędowi np. seksualnemu

Niektórzy szczycą się tym, że w swoim życiu przeżyli wiele stosunków seksualnych z wieloma osobami, ale przecież - zauważmy - pomimo doznawanych przyjemności poruszali się w ramach nadanym im ograniczeniom czyli
- popęd seksualny
- doznawanie przyjemności
- zadowolenie
- fascynacja dla partnera

Wystarczy, że ich organizm zostałby pozbawionych tych kanalizacji, form odbioru czyli występowania tych sił - i ta cała seksualność byłaby im obojętna albo mogłaby zupełnie nie istnieć.

Jesteśmy jak słoń w klatce - poruszamy się tylko na tyle, na ile pozwala nam powierzchnia klatki, a my nazywamy to pełnym poznaniem.


Ja nie wiem na czym polega śmierć a nawet życie
Takie czy też podobne twierdzenie przeczytałem jakiś czas na jakimś bloku w Internecie. Ciekawe.



W stronę poznania rzeczywistostości
Za bardzo nie poszalejemy w naszym poznaniu rzeczywistości, gdyż patrzymy na rzeczywistość tak, jak właśnie ona pozwala nam patrzeć.

Nie ma ucieczki przez śmiercią chociaż powstają filmy o życiu przez stulecia.
Nawet jeśli człowiek osiągnie sposób na długie życia to i tak będzie mu można odebrać życie - np. spalając go.

Nie uciekniemy też przed cierpieniem, gdyż wydaje się, że i wirusy będą mutować się i rozwijać wraz z nami.

Mało mnie cieszy jeśli bogaci będą żyć wiecznie a biedni będą umierać, a poza tym - czy bogaci zawsze ochronią się przed rewolucją biednych? - nie sądzę.

Śmierć należy także do rzeczywistości człowieka, a - przynajmniej na razie - nie jest poznana i raczej nigdy nie będzie.

Pozostanie także pytanie o świadomość człowieka czyli o moje ja, o to co we mnie żyje, co myśli, co czuje.

Mam wrażenie, że nas można porównać do takiego przybysza z kosmosu z filmów fantastycznych, gdzie jest osobnik i nim rządzący w środku pasożyt -inteligentniejszy od nosiciela i władający nim.

Być może nasz duch osiągnął i przejął ciało, i poprzez mózg steruje nim i kontaktuje się z otoczeniem.
Podobno uczeni do dziś nie wiedzą gdzie mieści się pamięć człowieka, a na pewno gdzie jest jego świadomość.
Są próby poszukiwać nas w sferze duchowej, która jakoś nie pasuje do obecnych norm naukowych.

Moim zdaniem, w ostatnich czasach ludzkość zrobiła wielki postęp, ale postęp względem przeszłości - nie zaś wobec rzeczywistości.

W stosunku do rzeczywistości to na razie próbujemy poznać to, czego nie wiemy.

Komputery, tablety, telefony - dużo wniosły, ale to nie szczyt doskonałości.




Więc jak żyć?

Trzeba po prostu żyć.
Jeśli chcesz mieć lepiej na świecie ludzi to musisz być lepszym od wielu, aby dzięki nim zyskać pieniądze, przewagę i zabezpieczyć swoje życie np. zyskać przewagę dzięki wiedzy, doświadczeniu, rozwojowi, ale i niezależnym od Ciebie sytuacjom np. twoim zdolnościom, charakterowi itd

Życie to loteria - nie wiem dlaczego ja jestem ja i dlaczego ja mam takich charakter a mój brat ma inny, dlaczego ja mnie pociągają jedne sprawy życiowe a mojego brata - inne. To dla mnie tajemnicą i rodzice też tego nie wiedzą, nie ma zasady. To loteria w ciemno, nawet bez gwarancji wygranej - wielu losuje ale nie wszyscy mają dzieci - chociaż sama chęć posiadania dzieci też jestem wpisana jako determinacja dla nas.

Nie wiem jak żyć. Ja już jestem pewnie po połowie życia więc muszę powoli pakować walizki, posuwania rzeczy z szafy, stare papiery itd - bo pewnie za jakieś 30 lub 35 lat to raczej mnie już nie będzie.

Więc jaki jest sens życia?
- pewnie aby żyć, aby być razem, aby cieszyć się sobą, aby mieć czas dla dziecka, aby nie gonić z czymś co przerasta nasze codzienne możliwości albo nie ulec zachłanności i nie stać się niewolnikiem zbyt dużego kredytu, a jak się weźmie kredy i nie da się rady spłacić to będzie płacz i zgrzytanie zębów - niczym na ziemi piekło.

Szukaj, próbkuj, testuj życie, ale nie daj się zapłać w pułapki innych ludzi.
Może by jednak przy następnej okazji omówić te pułapki zastawione przez innych na nas? zobaczę czy będę miał wenę twórczą.


Wielu ludzi myli poznanie prawdy ze swoim przekonaniem.
Wielu ludzi myli poznanie prawdy ze swoim przekonaniem. Zachowują się jak małe dzieci w piaskownicy - coś im nie pasuje to odrzucają jedno a wybierają drugie.
Powiedzmy sobie szczerze - nasze przekonanie, nasza wiedza czy poznanie lub wiara nie ma nic wspólnego z istnieniem rzeczywistości.
Mogą w jakimś stopniu odzwierciedlać ułamek tej rzeczywistości, ale nie wierzę, że mogą dać nam o naszych siłach - pełną wiedzę o rzeczywistości.

Tak naprawdę to np. o religii czy jakiejś wiedzy można co najmniej przypuszczać lub przyjmować, ale to w żadnym wypadku nie przesądzi o tym, że to ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Zaufanie komuś lub czemuś - to OK, np. Jezu, ufam Tobie, jest to wyrażenie zaufania Jezusowie w to, co dziś odczytujemy, że zostało nam przekazane ale samo zaufanie też nie gwarantuje odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo nawet możliwe jest, że pomimo właściwego przekazywania przez Kościół - my możemy to błędnie zrozumieć np. w imię miłości Boga prowadzone są wojny z bliźnim.

Po prostu nam się coś wydaje a my to nazywamy - wiedzą, a nawet 100% wiedzą.


Być może osobowy Szatan istnieje, i może istnieć

wcale nie odrzucałbym tego twierdzenia.
To prawda, możemy przyjmować wszystkie twierdzenia, ale akurat to mocno osadzone jest w historii człowieka - nie mam powodów, aby je odrzucać, chociażby dlatego, że na pewno nie wiem czy nie istnieje, co oczywiście nie znaczy, że może istnieć, ale historia człowieka mówi, aby jednak dopuszczać ów stan.


Nie mam podstaw, aby odrzucić Jezusa
Nie widzę podstaw, aby odrzucić Jezusa, który obiecuje mi życie wieczne i niebo po śmierci.
Po co i dlaczego miałbym odrzucić kogoś, kto ofiarowuje mi życie i szczęście?
Miałbym być głupi?

Niektórzy mówią, że odrzucić w imię prawdy - bo Jezus Bóg nie istnieje?
- a jakąż my mamy prawdę? Co to za prawda? - wydumana jakaś?
Nie ma pewnej prawdy, a ta szczątkowa - nie wiadomo jaka to szczątkowość całej rzeczywistości.

Jeśli miłość to doskonałość to Jezus na pewno jest jej centrum, gdyż jak podaje - sam jest miłością.

Nie widzę podstaw, aby odrzucić Jezusa - być może samo odrzucenie jest jakimś dowodem i przesłanką istnienia jednak osobowego Szatana.

Bo po co odrzucać szczęście, nawet jeśli tylko obiecane - ale i tak nic nie możemy poznać. Lepiej przyjąć obiecane szczęście niż niepewny los człowieka - a niepewność to też nic pewnego więc może jednak wieczne szczęście istnieje.
Pocieszam sam siebie?
- to samo można powiedzieć w drugą stronę :)
zatem jest 1:1

I można pewnie powiedzieć -ten się śmieje kto się śmieje ostatni, chociaż jeśli niebo istnieje to raczej będzie żal za tymi, którzy nie chcieli do niego iść.



2015-04-18
Jeśli Boga nie ma to jest nicość
Z dużą mocą to zaznaczę - jest Boga nie ma to jest nicość i nic się nie liczy, ani nikt się nie liczy.
Zauważcie, że TERAZ jest tylko TERAZ i nagle staje się HISTORIĄ.
Czujesz upływający czas?

Ci, którzy żyli 100 lat temu np. w roku 1915 r., zresztą całe ich pokolenia - już ich nie ma. Po tej samej ziemi, po której oni chodzili - my dziś biegamy, uprawiamy rolę, zbieramy zbiory, kochamy się i płodzimy dzieci.

I to nagle staje się również przeszłością - dla tych ludzi, którzy będą żyć tu i teraz za 100 lat.

Tak naprawdę to już jesteśmy PRZESZŁOŚCIĄ z perspektywy tych, którzy za 100 lat będą żyć.


Czy użalasz się nad ludźmi sprzed setek czy tysięcy lat, którzy cierpieli, krótko żyli, umierali zniszczeni od chorób, zamordowani itd.? - nawet ich nie znasz, a co dopiero użalać się.

Dlatego co z tego, że dziś cierpisz, przeżywasz bóle, trudzisz się itd. - skoro i tak dla tych, którzy będą istnieć za 100 lat to będzie nie dość że zapomniane to jeszcze w niczym nieużyteczne, a nawet gdyby ktoś pamiętał o tobie to i tak nie będzie chciał zawracać sobie tobą głowy, a tym bardziej twoimi cierpieniami.

Dlatego bez życia wiecznego, bez Boga wszystko jest nicością, nawet nasze istnienie jest NIEISTNIENIEM.

Wszyscy działamy w zakresie naszej natury czyli tylko w zakresie, który został nam dany np. wzrok, słuch, smak a nawet pożądliwość seksualna.
Na nas wobec całego Wszechświata została nałożona jakby druciana klatka, w ramach której możemy tylko poruszać się.

Głupotą jest sądzić, że poza klatką nie ma świata, a niestety żyjemy tu i teraz tylko w ramach tej klatki nałożonej na nas i to niezależnie od tego, czy już odkryliśmy wszystkie prawa ziemskie czy też nie.


Jeśli byłaby nicość to nie mogłoby być nas
Nicość nie ma władzy, nie ma mocy i nie może przetwarzać świata gdyż jest nicością czyli NIE ISTNIEJE.
W zasadzie czy można w ogóle mówić o nicości? czy można nazwać coś, co nie istnieje? - gdyż już nazywając coś jakby nadajemy istnienie.

Realnie, nicość jest bez nazwy - to nawet nie pustka, nie brak istnienia - po prostu nic o czym w ogóle nie da się mówić ani myśleć.

Zatem jeśli istniejemy to nie możemy nie istnieć.


Trzeba spokojnie zaczekać na śmierć
Są etapy w życiu człowieka, który każdy z nas musi samodzielnie przejść np. leżysz na łóżku szpitalnym stoczonym śmiertelnym nowotworem, rodzina płacze, żona płacze, dzieci płaczą, ale to ty umierasz - oni są po drugiej stronie i dzieli was przepaść.

Każdy z nas musiał samodzielnie narodzić się bo nikt za nas tego nie zrobił, musiał dorastać, żyć i w końcu musi kiedyś umrzeć.

Nie ma co filozofować i szpanować - śmierć to koniec dla nas i odejście z tego świata - od pięknej młodej żony, od przystojnego męża, od dzieci, wnucząt czy luksusowej chaty albo sławy - robimy miejsce dla innych.

Pamiętam jak ok. 20 lat temu gdy umierał pewien 80-letni ksiądz - mocno trzymał mnie za rękę, jakby potrzebował kogoś bliskiego, kto pomoże mu, albo - sam nie wiem. Kiedy ustawał już jego oddech i opadała mu ręka - sam zacząłem trzymać go za rękę - nie miał już sam sił.

To uczucie pozwala mi przypuszczać jak sam mogę się czuć w chwili śmierci i nie wiadomo czy lepiej umrzeć świadomie, czy też nagle.

Mojej żony dziadek całe życie bał się śmierci, ale kiedy za kilka godzin miał odejść, powiedział do swojej synowej: Ewunia, ja już idę tam.
Trzymał swoją laskę, był spokojny - jak nie on i zmierzał gdzieś.

Czytałem kiedyś wiele na temat tzw. śmierci klinicznych czy życia po życiu, czy ciekawym jest życie o. Pio.
Myślę jednak, że jak fakt stworzenia nas tak i fakt śmierci jest zastrzeżony tylko dla każdego z nas.
Trzeba uważać, aby jakichś przesłanej, hipotez pomimo iż mogą być miłe dla nas -nie traktować jako ostatecznego rozwiązania.

Oczywiście, podobnie można powiedzieć, że skoro jest tyle religii a te religie nieraz wyznają sprzeczne ze sobą teorie - to nie wszystkie religie mogą być prawdziwe o ile jakakolwiek jest prawdziwa.

Myślę, że trzeba spokojnie przeżyć życie w zakresie tego, co zostało nam dane tu i teraz.

Nie decydowaliśmy o naszym urodzeniu czyli że akurat my, nasza świadomość, znaleźliśmy się w rodzinie np. polskiej, a nie w chińskiej sprzed 5 tys. lat,
dlatego lepiej zaufać przyszłości,

może właśnie sensem życia jest ta TAJEMNICZOŚĆ,

bo dlaczego mielibyśmy przestać istnieć skoro już zaczęliśmy istnieć?

a jeśli miłość i dobroć nakręcają rozwój świata pomimo istniejącego zła, to kto prawdziwie kocha i jest dobry nie może nas unicestwić


czyli ta SIŁA, która wszczepiła w nas miłość i dobroć sama nie może być degradująca nas,
a tym samym i samą siebie - i nie mogłaby się ostać gdyby była sprzeczna sama w sobie.


Oczywiście, można tu dywagować i wrzucać wiele pytań czy jakby kij w szprychy, można nie zgadzać się, ale jeśli spojrzymy na ten świat na spokojnie, jakby z lotu ptaka - zobaczymy podobny obraz.


Bóg jest spełnieniem nas samych w sobie.
Co jest ciekawe - im więcej modlę się to tym bardziej kocham, a im bardziej kocham to tym więcej modlę się.