„Heliandem” - fabularna nowa ewangelia z IX wieku - ratowano chrześcijaństwo w Niemczech.
"Przykład, który zamierzamy tu pokazać, jest dzisiaj stosunkowo mało znany poza kręgami specjalistów. Chodzi o tekst zwany „Heliandem”, powstały w Fuldzie, na pograniczu Frankonii i Saksonii, w bardzo ważnym i trudnym momencie historii chrześcijaństwa w Niemczech – w połowie wieku dziewiątego, kiedy ważyły się losy ewangelii wśród Sasów.
Na polecenie cesarza Ludwika Pobożnego, w klasztorze, którego opatem był wówczas Hrabanus Maurus, uczeń Alkuina, zwany nauczycielem Germanii, powstał tekst, który można nazwać nową ewangelią.
Nowość polegała na przeniesieniu historii Jezusa w realia zrozumiałe dla ówczesnych Sasów. Jezus jest tam germańskim wodzem, który gromadzi wokół siebie „młodzieńców na uczniów, młodych i dobrych mężczyzn, mądrych w słowie rycerzy”, a później wędruje z nimi i pływa po morzu łodziami, które bardzo przypominają długie łodzie wikingów.
Takie realia pojawiają się zresztą już w związku z Betlejem, gdzie pasterze strzegą stada nie owiec, ale bojowych koni. Oto, co dalej czytamy o narodzinach Jezusa: „Urodzony w Betlejem, najsilniejsze z dzieci, / Najmożniejszy z wszystkich królów … / Potem Jego Matka, najpiękniejsza z kobiet, / Wzięła Go, ubrała w szaty i klejnoty, a potem / Delikatnie ułożyła Go, małego mężczyznę, dziecko w żłóbku, / Chociaż był panem i seniorem wszystkich ludzi.”
To jednak jeszcze nie wszystko. Autorzy tego tekstu poczynają sobie bardzo odważnie. Chrzest Chrystusa w Jordanie jest opisany tak, że germańskim słuchaczom „Helianda” Jezus musiał wydawać się podobny do ich dawnego boga Odyna, którego przedstawiano z ptakami na ramionach: „Kiedy wychodził na brzeg / Otwarły się bramy niebios i zstąpił na Niego Duch Święty, / Był jak pełen mocy Ptak, / Wspaniała gołębica – i usiadł na ramieniu Pana, / Na ramieniu Królewskiego Syna – i tam pozostał.”
Ten tekst budzi zdumienie. Czy dzisiaj ktoś odważyłby się napisać coś podobnego? Albo raczej, czy taki tekst mógłby dzisiaj powstać na zamówienie oficjalne – by stał się następnie podstawą i oparciem głoszenia ewangelii? I nie chodzi tylko o to, że potrzeba i zdolność, która kiedyś pozwalała ludziom tak przemawiać, dzisiaj zanikła.
Chodzi jeszcze bardziej o to, że mamy tu przykład posługiwania się w zupełnie innych okolicznościach i realiach zasadą znaną z czasów przemiany ruchu Jezusa w nową wspólnotę religijną: opowiedzieć tajemnicę Jezusa, wypowiedzieć ją na nowo, w obrazach i kształtach czytelnych dla odbiorców tej opowieści – i to nie na sposób apokryfu, który jedynie dopowiada i wyjaśnia dawny przekaz, ale w formie zupełnie nowego symbolu.
Jak widać, w wieku dziewiątym było to jeszcze możliwe i jak się zdaje dość oczywiste. Można wykazać, że zdolność taka przetrwała jeszcze dłużej i że dopiero od przełomu wieku dwunastego i trzynastego zaczyna się w kulturze religijnej coś, co w końcu położy jej kres. Trudno powiedzieć, co wtedy właściwie się stało. Można to nazwać to nazwać zanikaniem wyobraźni symbolicznej albo „odczarowaniem” świata, ale takie nazwy niewiele wyjaśniają."
za prof. Tomaszem Polakiem.